‘Sometimes I’m in disbelief I didn’t know, somehow I need to be alone…’

22 01 2012

Raz na jakiś czas każdego dopada chęć lekkiego ‘złajdaczenia się’. Stoczenia się na dno, zapadnięcia w letarg/marazm, spicia lub zrobienia czegokolwiek innego co choć trochę uwalnia od rutyny codzienności. Taka krótka nirvana ma dobroczynny wpływ na życie i percepcję świata.

Otóż właśnie przechodzę taki okres. Przy czym w moim przypadku wygląda to dość… osobliwie. Moje łajdaczenie składa się bowiem głównie ze spania, jedzenia i słuchania muzyki (również będącej efektem osobistego szarpania drutów). Może wpisuję się w naukowo dowiedziony nurt depresji ponoworocznej, może ciągle ‘odreagowuje’ wakacje, a może do wszystkiego dokłada się jeszcze kilka innych czynników. W każdym razie właśnie kończy się drugi weekend który spędziłam głównie śpiąc i jedząc (oj zaszalałam kulinarnie, aż mi się lodówka nie chce domknąć). Było nawet miło i tylko raz przepiękna pogoda sprowokowała mnie do rowerowego szaleństwa które zaowocowało dokumentnym zabłoceniem. Może ten tydzień wniesie w moje życie nieco więcej dynamizmu… może tak a może nie… 








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.