Nie ma nic wspanialszego jak powrót po wakacjach, do codziennego, spokojnego, ułożonego życia. Człowiek może się wreszcie porządnie wyspać po 12h, nie ma żadnych napiętych terminów (przynajmniej na razie) i rozkoszuje się przewidywalną samotnością egzystencji. Nie ma też nic gorszego i bardziej przygnębiającego jak powrót po wakacjach do codziennego, spokojnego, ułożonego życia. Nikt nie zaskoczy zaproszeniem na kawę, nie wygoni na spacer z psem ani nie podsunie pod nos ciepłej szarlotki. Jednym słowem: ‘Witaj bolzańska rzeczywistości!’.
Nie da się ukryć, że wakacje nieco mnie zmęczyły (i odchudziły), ale w sumie w pozytywnym znaczeniu. Działo się bardzo dużo ale w 99% były to rzeczy fajne i miłe, które zresztą sama sobie zwaliłam na głowę. Były więc dziwne święta z kotem, Sylwester który przespałam w najlepsze (no prawie bo przed pierwszą Koza odczuła nagłą potrzebę kontaktu z człowiekiem i się na mnie zwaliła), dwa remonty (w końcu trzeba się uczyć jakiejś pożytecznej profesji, bo doktorat nie trwa wiecznie), kurs na motor (na razie tylko teoria, ale zawsze coś) i całkiem sporo spotkań towarzyskich (śniadanie z jajecznicą bezsprzecznie plasuje się jako mój numer jeden! ;] ). Z tego wszystkiego oczywiście praca zeszła na plan dalszy, albo wręcz ostatni i zamiast przesiedzieć grzecznie przed komputerem, względnie z artykułami w ręku, całe pięć dni, może w sumie udało mi się przepracować 2,5. Jak szybko tego nie nadrobię to dostanie mi się potężnie po uszach… ;| No ale było warto, nie ma co.
Ponieważ to pierwsza notka w Nowym, 2012 roku, czas na małe podsumowanie minionych 365 dni. Może nudne życie udało mi się podsumować w 46 postach zilustrowanych 280-cioma zdjęciami! Moja transkontynentalna egzystencja zmusiła mnie do pokonania samochodem około 21 tysięcy kilometrów i (licząc pobieżnie) niecałych 3 tysięcy km pociągami. Odkryte w Isprze zamiłowanie do dwóch kółek przejawiło się w postaci 3140km wycieczek rowerowych. Niestety, wbrew przewidywaniom nie udało mi się objechać brakujących jezior Północnych Włoch. No i ku wielkiemu zaskoczeniu (mojemu także) okazało się że mieszkanie w górach wcale nie wpływa pozytywnie na zwiększenie aktywności trekingowej. Świadczyć o tym mogą wymownie jedynie 284 kilometry pokonane na górskich szlakach, z czego blisko 100 zostało przedeptane w Szwecji.
Karierę naukową mogę podsumować właściwie jednym zdaniem: ‘jeszcze nikogo nie zabiłam’.
I tak oto wkraczam w kolejny rok życia na obczyźnie. W przeciwieństwie do dotychczasowych, ten raczej mnie niczym nie zaskoczy. Skazana jestem zatem na rutynę dnia codziennego i kontynuację zmagań z już znanymi mi problemami i ludźmi.
… powiew nudy nieco mnie przeraził!





słitaśny kociak
nie da się ukryć ze bestia ma w sobie nieco uroku, ale ja jednak staję po stronie czarnego psiego nosa! ;]
powiem ci że dostrzegam pewną fizyczną właściwość kotów. chyba trzeba tylko pomyśleć nad wzorem, ale zdecydowanie magnetyzm pudełkowy to dobra nazwa. moje też mają skłonność do przesiadywania i wylegiwania się w pudełkach…:)