Nie ma to jak rozpocząć niedzielny poranek o 7 rano, po 11 godzinach porządnego snu! Ma to wiele zalet począwszy od faktu, że dopiero wtedy pierwsze nieśmiałe promienie słońca zaczynają wyglądać zza gór, a skończywszy na fakcie, że tym sposobem o 11 ma się już za sobą wszystkie niedzielne obowiązki w postaci sprzątania, prania, przeglądu pracy i pieczenia chleba. Siedząc z herbatą na tarasie można się zacząć zastanawiać czyby ból nóg po wczorajszej wyprawie w góry jest wystarczająca wymówką żeby nie wsiąść na rower i nie ruszyć w świat.
Kolejny tydzień nie przyniósł w zasadzie nic nowego. Praca leży i kwiczy, a ja dzielnie i uparcie sprawiam dobre wrażenie. Jedyne co się ruszyło, to dzięki spotkaniu z dyrektorem instytutu moje dziewczę ruszyło do roboty.
Poza tym hitem tygodnia była akcja ‘paragraf’ w wykonaniu mojej Mamy. Siedzę sobie w pracy, a tu nagle mail od Rodzicielki: ‘Skype’. No to ja kompa pod pachę i do sali konferencyjnej, żeby nie przeszkadzać moim pracowitym mróweczkom z open-space. Zanim się połączyłam przed oczyma wyobraźni przeleciały mi wszystkie możliwe powody tak nagłej potrzeby komunikacji. Do głowy mi nie przyszło oczywiście, że powodem tego ‘stanu wyjątkowego’ był znak paragrafu, a konkretnie jego brak na klawiaturze. Konsultacje z obsługi Worda o każdej prze dnia i nocy! ;]
Z innych ciekawostek, postanowiłam w końcu zabrać się za spełnianie ‘marzeń’ i zapisałam się na kurs prawa jazdy kategorii A. kurs oczywiście robię w PL, więc zajmie mi to odpowiednio długo, ale liczę że jakoś w wakacje uda się podejść do egzaminu. O ogólnej ‘euforii’ jaka zapanowała w domu po obwieszczeniu radosnej nowiny, chyba nie muszę mówić ;P













