‘Deep in the human unconscious is a pervasive need fr a logical universe that makes sense. But the real universe is always one step beyond logic.’

20 11 2011

To był… dziwny tydzień… można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że to był ‘zły tydzień’.

Wszystko zaczęło się od przeziębienia, które z poniedziałek było już ordynarna grypą. Napięty grafik nie pozwalał na spokojne chorowanie, więc do środy pracowałam w domu. Powrót do biura wystawił mnie jedynie na kolejne porcje zarazków, bo jak to już kiedyś wspominałam open-space jest wprost wymarzonym środowiskiem do rozprzestrzeniania się chorób. Tak więc od czwartku do i tak pokaźnego pakietu dolegliwości dołączył zanik głosu (który w sumie i tak przeszkadza mi najmniej).
Poza tym do dość długiej listy moich nieformalnych obowiązków doszło nadzorowanie nowej praktykantki, która ma dla nas zbierać i przetwarzać dane o zagrożeniach i klęskach w lasach Południowego Tyrolu. Mimo że moje stanowisko i funkcja nie obejmują ‘kierowania ludźmi’ ale nikt inny się tym nie ma czasu zająć, i to ja głównie potrzebuję tych danych, z braku laku zaszczyt spadł na mnie. Niestety chwilowo poniosłam na tym froncie sromotną klęskę: pokrótce wyłożyłam więc dziewczęciu o co mi chodzi, jakie informacje mamy i jakich potrzebujemy. Nakreśliłam również wstępną propozycję jak takie dane można zdobyć i gdzie (choć w sumie to już ona powinna się w tym lepiej orientować). Moje stanowisko zostało jednak dokumentnie storpedowane argumentem, który po prostu mnie zamurował: ‘Ależ to za dużo pracy! To by zajęło ponad trzy tygodnie!’. Tak więc nie będąc w mocy postawienia dziewczęcia do pionu i przypomnienia, ze to chyba właśnie jest jej praca, zebrałam szczękę z podłogi i wróciłam do moich ‘zabawek’.

Dodatkowym informacyjnym hitem tygodnia jest krążąca w obiegu zamkniętym plotka, o szybkim odejściu jednego z członków zespołu. Z jednej strony całkowicie gościa rozumiem – jedzie do Norwegii robić doktorat w ulubionej dziedzinie; zarazem jednak oznacza to, że i tak malutka grupa ludzi z wykształceniem teledetekcyjnym i jakimkolwiek doświadczeniem w przetwarzaniu obrazów satelitarnych zmniejsza się do 4 sztuk! Biorąc pod uwagę, że instytut ma w nazwie teledetekcję, jest to śmieszna liczba składająca się na jeszcze śmieszniejszy procent pracowników… Pomijam już fakt, że nagle trzy wielkie projekty zostają bez opieki i siły roboczej.
Coś jednak jest dziwnego w tym miejscy, co sprawia, że nikt tutaj nie chce zostać. Z kimkolwiek się rozmawia, zawsze ostatecznie okazuje się, że ludzie tylko czekają do odpowiedniego momentu żeby stąd zwiać (a to dzieci szkołę skończą, a to coś innego). Nie wspominając już o fakcie, że blisko połowa chciałaby się ‘przekwalifikować’, zostawiając prace biurową daleko za sobą i próbując swoich sił w ekologicznym rolnictwie, lub innym ratowaniu lasów ameryki Południowej. W sumie to doskonale ich rozumiem. Nie jestem jednak w stanie wytłumaczyć tego fenomenu… w JRC takie zjawisko nie występowało! Owszem znam jednego chłopaka, który nagle po 15 latach pracy jako programista zaczął budować rowery, ale jest to przypadek odosobniony (i godny naśladowania ;P).
Ostatecznie więc tydzień kończę rozmyślaniami z kieliszkiem wina w dłoni. Moja Mama złożyła zamówienie na kilka butelek wybranego wina i jestem ciekawa co w nim takiego niezwykłego… Jak musiałam się namęczyć żeby odkorkować butelkę to już zupełnie inna historia (dawno temu rodziciel zadbał, żeby jego pociecha dostała szwajcarski scyzoryk ze śrubokrętem w gwiazdkę zamiast korkociągu…). 


Działania

Informacja

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.