Tydzień w domu minął właściwie niepostrzeżenie! Owszem plan zajęć był napięty do granic możliwości, ale nawet to nie spowolniło relatywnego upływu czasu. Głównymi punktami programu był kurs teoretyczny na prawo jazdy kategorii A. Nic specjalnie nowego z zajęć nie wyniosłam, poza przekonaniem, że nowelizacja prawa oraz formuły egzaminów szykowana na najbliższe miesiące, jedynie utrudni życie, nie zapewniając lepszej edukacji i świadomości przyszłych/młodych kierowców. Powiem szczerze: poziom kursu był żenujący, a prowadzący choć wielokrotnie zaznaczał swoją wieloletnią praktykę w tej dziedzinie, posługiwał się głównie filmami i innymi pomocami naukowymi sprzed 10 lat (dzięki temu mógł mieć co chwila przerwę na papierosa), sugerując kursantom samodzielne doszkolenie się za pomocą ‘filmów z Internetu’, lub zapewniając, że ‘ten temat przerobią państwo samodzielnie lub podczas jazd’. Jedynymi przydatnymi informacjami były wzmianki o zmianach które mają wejść w życie od marca. Wygląda na to, że w celu poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach, zmniejszona zostanie liczba osób z uprawnieniami do prowadzenia pojazdów. Testy psychomotoryczne, próbne prawo jazdy na rok czy zaostrzone kryteria oceny, mają na celu zmniejszyć obecny poziom zdawalności o… 80%. No bo po co edukować skoro można wyeliminować delikwenta na samym początku, zrzucając mu choćby niewystarczająco szybki czas reakcji.
Poza ‘szkołą’ moje życie wypełniły ‘spotkania towarzyskie’. (Pragnę podziękować wszystkim zaangażowanym w akcję ‘majtasy na zimę’ za pomoc oraz poinformować, że majtasy pasują. Nie wiem co prawda czy nie trafiliśmy na listę ‘Tych klientów nie obsługujemy’ ale cóż, jakieś ofiary trzeba ponosić ;] )
No i gwóźdź programu zostawiłam na koniec: od czwartku mam okazję obserwować nieznana mi bliżej do tej pory formę życia o nazwie ‘kot’. Tak, jest to kolejny przypadek zabierania przez moją siostrę pracy do domu, no ale że nie było innej możliwości, to się musieliśmy poświęcić, zapewniając zwierzakowi tymczasowy dom na święta. Kot był ‘reklamowany’ jako wielbiciel psów i nawet spokojnie zniósł pierwsze zapoznanie z naszym psem, ale niestety w domu okazało się, że coś mu się odwidziało. Pies znosi to wszystko z godnością ale i pewną dozą nerwów, bo nie rozumie dlaczego ‘to dziwnie pachnące nowe futerko’ nie daje się obwąchać?! Po dwóch przeprowadzonych przez kota atakach wszelkie dalsze próby zapoznania zwierzaków zostały definitywnie zaprzestane.
Kot (Koza aka Rysia) jest kotem powypadkowym i mocno autystycznym. Co ciekawe jest też kotem zdecydowanie naziemnym, tak że nawet niska barykada z kartonów ograniczająca jego powierzchnie życiowa do połowy pokoju jest nie do pokonania. Zwierzak jest mocno doświadczony przez los, ale rokowania na nowe życie ma w tej chwili też niepewne. Lwią część czasu śpi (standby mode) udając bochenek i uruchamia się nieco jedynie jak widzi moją siostrę. O traumatycznym dzieciństwie świadczy fakt, że zupełnie nie umie się bawić ‘po kociemu’. Ponieważ nigdy nie było mi dane bliżej przyjrzeć się takiej formie życie, podchodzę do bestii nieufnie i z respektem. Jak trzeba, szybka jest jak diabli i nieprzewidywalna jak rosyjski granat, ale muszę przyznać, że ładny z tej Kozy zwierzak. Moja największe zainteresowanie budzi jednak koci ogon, który wydawać by się mogło, jest bytem zupełnie niezależnym i autonomicznym… Jakby Ktoś chciał zrobić dobry uczynek i uratować jedno futrzaste życie, to niech proszę da mi znać!